Seniorzy! Kilka porad jak zaoszczędzić pieniądze

Foto prądNie tak dawno pisałem artykuł o ciekawym i oszczędnym sposobie na palenie. W kominku oczywiście, bowiem fajczenie papierosów rezerwuję sobie dla ludzi bardzo bogatych, których stać jest miesięcznie na puszczenie z dymem ponad 300 zł. Na osobę. Co równa się kosztom ogrzewania średniej wielkości mieszkania. Dzisiaj kilka porad, jak obniżyć rachunki za media – mam tu na myśli prąd, ciepłą wodę i ogrzewanie. Oczywiście najprostszym sposobem uzyskania kasy jest przejście na oświetlenie naturalne (spać idziemy z kurami, co wydaje się nieco uciążliwe dla nocnych marków), mycie się w zimnej wodzie (samo zdrowie…. do czasu) i cieplejsze, albo bardzo ciepłe ubieranie się. Jeśli jednak nie chcecie surwiwalu, poniżej kilka porad jak łatwo obniżyć, i to znacznie rachunki za mieszkanie. Przy stosunkowo niewielkich nakładach finansowych.

Zacznijmy od ciepłej wody. Jeśli mamy ją w swoim domu zastanówmy się, czy warto w łazience za każdym razem odkręcać kurek z ciepłą wodą. Nawet na kilkanaście sekund. Nawet, gdy mamy tzw. cyrkulację. Taki wypływ dwóch, trzech litrów wody zanim nadejdzie ta ciepła jest bezsensowny. Owszem, jednostkowy koszt to kilka groszy. Ale… Ale razy ilość użytkowników i razy ilość „odkręceń” kranu da miesięcznie kilkanaście złotych oszczędności. Chodzi mi głównie o cyrkulację. To miłe jak w łazience, drugiej łazience czy kuchni woda z kranu jest ciepła natychmiast. No, za kilka sekund. Ale koszt? Po pierwsze nieomalże non-stop musi chodzić pompa cyrkulacji. Moc około 6o Watt. Po drugie – co jakiś czas włącza się piec dogrzewający wodę. Moc – kilkanaście KW. Razem? Spore pieniądze. Rada? Wyłącz stałą cyrkulację i podepnij ją pod wyłącznik światła w ubikacjach i kuchni – taki schodowy. Wchodzisz do toalety, zapalasz oświetlenie i za minutę masz CWU. Pompa wyłączy się za na przykład 10 minut, ale i tak woda będzie miała odpowiednią temperaturę. Tylko wtedy, gdy potrzebujesz. Koszt? Kilkadziesiąt złotych. Służę pomysłami.

Ogrzewanie. Obecnie z reguły wszystkie posiadłości miejskie są ocieplane z sieci i opomiarowane. A to oznacza, że odpowiedni licznik podaje zarządcy ile ciepła zużyliśmy, i ile za nie trzeba zapłacić. Tu możemy sterować rachunkiem w dwojaki sposób: po pierwsze zastanówmy się, czy na zimę potrzebujemy równo grzać wszystkie pokoje? Jeśli nie – jeden lub więcej wyłączmy i termostatami na kaloryferach zejdźmy na „dwójkę lub jedynkę”, pamiętając o… przymykaniu drzwi. Do tego sprawdźmy czy mamy dobrą wentylację mieszkania. Jeśli tak, odświeżajmy powietrze na zasadzie – raz a dobrze! Czyli żadnych uchyleń okna. Wietrzymy rano otwierając co można na maksa na kilka minut. Brrr – zimno! I dobrze. Mury są nagrzane i za chwilkę ciepło wróci. To samo powtarzamy przed snem. Po drugie – na noc nie potrzebujemy mieć w sypialni i w domu 23 stopni. Wystarczy 17, nawet 16. Serio. Planując iść spać o 23-ciej już w porze telewizyjnych wiadomości zakręćmy kaloryfery na jedynkę. Dobierzecie to eksperymentalnie. Ta metoda ma jeden mankament – po obudzeniu się będzie rześko jak mówi pan Kret z pogodynki. Ale odkręcenie zaworów na trójkę czy czwórkę w kilkadziesiąt minut przywróci komfort termiczny. Nie stosujmy tego jeśli chodzi o łazienkę. Niech się grzeje, choć…. Zamykajmy od niej drzwi.

No i prąd. Tu jest największe pole do popisu. Starsi czytelnicy pamiętają zapewne żarówki. Dosłownie. W środku szklanej banki wypełnionej prawie całkowitą próżnią plus szczątkowe gazy żarzył się wolframowy drucik. W latach socjalizmu nie dbano o prąd tak, jak obecnie. Gospodarstwo domowe w standardzie (dwoje dorosłych i dwójka dzieci, mieszkanie 50 m2) potrafiło na dobę zużyć kilka kilowatów. Czyli kilka tysięcy watów. Bo lodówka, bo pralka. Bo farelka, bo żarówki setki i większe, palone bez umiaru, bo telewizor, odkurzacz.. Komu zależało na oszczędnościach, skoro prąd nie dość że był tani, to jeszcze łatwo było liczniki… oszukać.

Dzisiaj jedna kilowatogodzina dla użytkownika domowego to koszt rzędu 0,60 do 0,53 gr/kWh*. Dużo? No sporo. Przyjmując że żelazko bierze 2 kW** – to za godzinę jego pracy – mamy tak naprawdę przyjmując 50% czasu grzania już 0,6 zł. Razy 30 dni? 18 zł. Klasyczna żarówka setka (0,1 kWh) – godzina pracy kosztuje 0,06 gr. Średnio przyjmijmy jej czas pracy w salonie na 6 godzin dziennie – czyli 0,36 zł. Razy 30 dni? 10,80 zł/ Dużo? Koszmarnie dużo! Bo przecież nie jedna żarówka w domu. Co zrobić? Na pewno warto przeprowadzić energetyczny audyt. Wskazać prądożerców. Podzielić ich na tych niezbędnych (lodówka, zamrażarka, żelazko) i na tych, z których możemy zrezygnować (kosztowne oświetlenie, dodatkowa zamrażarka, dogrzewanie się prądem).

Od czego zaczniemy? Od znalezienia budżetu na inwestycje. Są one różne w zależności od mieszkania czy domu, ale zawsze i to zawsze głównym prądożercą będzie oświetlenie plus AGD. Jeśli mamy jeszcze w domu jakiekolwiek klasyczne żarówki, zinwentaryzujmy je. Mogą pozostać, ale tylko tam, gdzie włączamy je na kilka, kilkanaście minut. Kotłownia. Garaż. Piwnica. Ubikacja dla gości. Wszędzie indziej należy rozważyć wprowadzenie oświetlenia LED. Obecnie najtańszego i najmniej kłopotliwego. Faktem jest, że „żarówki” ledowe do najtańszych nie należą. Ich obecna cena, a mówię tu o półce hipermarketowej, waha się w granicach od nawet kilku do kilkudziesięciu złotych za 3 – 6 watt mocy pobieranej. Sporo? Moja wieloletnia praktyka pokazuje, że w hipermarketach spokojnie można wybierać tańszych producentów. Lampka o mocy 3 watt marki nieznanej, świeci tak samo na oko jak ta za złotych 30 plus. Ważnym jest by zachować paragon, bo to on stanowi 24-miesięczną gwarancję.

Wymieniając oświetlenie na ledowe pamiętajmy o jego barwie. Ta „ciepła”, czyli domowa to około 3000 stopni Kelwina. Na zewnątrz, do oświetlenia posesji lepiej użyć barwy „dziennej” – około 6000 stopni Kelwina. Ma ona niezbyt przyjemny niebieskawy odcień, ale lepiej oddaje kolory. Już powiedziałem, że nie ma wielkiego sensu wymieniać oświetlenie żarówkowe na ledowe tam, gdzie zapalamy światło na kilka, nawet godzinę dziennie. A co z lampami fluorescencyjnymi? Czyli z popularnymi świetlówkami? I tu znowu wchodzą w grę rachunki. Klasyczna żarówka o mocy 60 watt równa się około 20-watowej świetlówce i około 5-watowemu ledowi. Licząc według prostego, podanego wcześniej przelicznika widzimy, że ledy wygrywają wszędzie tam, gdzie trzeba świecić długo. Salon. Klatka schodowa. Ogród. Czytelnia. Wygrywają też trwałością – świetlówki są kilkunastokrotnie mniej trwałe i nie lubią włączeń i wyłączeń. Jeszcze mniej żywotne są zwykłe żarówki. Wymieniając w domu oświetlenie z dużą dozą rozsądku zaoszczędzimy sporo…

I na koniec o „cichych” pożeraczach prądu. Telewizor, dvd, kino domowe, ekspres do kawy, zmywarka, komputer, ładowarka komórki, zegarek z wyświetlaczem lub inne urządzenia… Pamiętajmy, że wszystko, ale to wszystko co jest na pilota lub jest podłączone do zasilacza ŻRE prąd nawet, jeśli nie pracuje!. Przykład? Spoko. Macie TV satelitarną? Taką N-kę czy Polsat? Biorą one w stanie czuwania nawet po ponad 20 watt/h! Czyli wywalacie w kosmos ponad 8,5 zł miesięcznie. Rocznie 103 zł z górką. Do tego abonament. Telewizor – ten starszy – bierze w stanie czuwania około 10 watt. Nowszy – około 2 watt. Dopiero współczesne egzemplarze zadowalają się poborem mocy niższym od 1 watta. Twój komputer, komórka, wszystko co jest podłączone na stałe do sieci zasilającej może „siorbać po cichu” nawet 50 watt/h. 21 zł na miesiąc. Zegarek z wyświetlaczem na prąd? Masz go na pewno. „Wcina” nawet 10 watt. Wymień na ten na baterię. Efekt identyczny, a koszt nieporównywalny. Jeśli dziwisz się rachunkowi za elektryczność sprawdź, co możesz wyeliminować. Doskonałym rozwiązaniem są listwy z wyłącznikiem. Oraz myślenie. Chyba że jesteś bogaty i zwisa ci, czy zapłacisz miesięczny rachunek 70 zł albo 120. To w końcu Twój wybór.

Napisz. j.piotrowicz@flje.pl. Doradzę.

*Źródło http://www.cenapradu.strefa.pl/

**Nominalnie około 2 kWh z cyklem 50% grzania/50% przerwy

 

Jerzy Piotrowicz

W sumie nie ma się czym chwalić. Jestem. Po prostu jestem, podobnie jak inni pasjonaci Fundacji Ludzie Jesieni.

Zobacz więcej wpisów tego autora
Jeden komentarz w “Seniorzy! Kilka porad jak zaoszczędzić pieniądze
  1. Janek Sas

    Dziś oświetlenie ledowe cieszy się coraz większym zainteresowaniem – to znak, że wymieniając żarówki naprawdę oszczędzamy 🙂 Mi nie zwisa ile płacę za prąd, więc wymieniłem żarówki i wyłączam cały sprzęt.